RSS
sobota, 19 maja 2012

Dziewczyno nie moja z ulicy Namiętnej,

o oczach jak morskie głębiny,

przechodzisz koło mnie co dzień obojętnie,

bo myśli Twe są przy kimś innym…

 

Dziewczyno nie moja o włosach rozwianych

ożywczym wiosennym porywem, 

nie widzisz, że czekam kolejny poranek,

bez słowa, bez gestu, cierpliwie…

 

Dziewczyno nie moja, pachnąca młodością

jak bukiet, na łące zebrany,

myśl pewna dokucza mi czasem nieznośnie,

i budzi podstępnie nad ranem…

 

Dziewczyno w pastelach z Van Gogh’a palety,

zbyt dużo na torcie mym świeczek,

za późno dostrzegłem Cię w tłumie, niestety,

przynajmniej o jakieś ćwierćwiecze…

 


18:22, hallski
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 09 kwietnia 2012

Chyba jednak wyjadę na Święta…

Pozostawię w sobotni poranek

stos pisanek, żółciutkie kurczęta,

stół  biesiadny, obrusem zasłany,

 

pulchne ciasta, wanilią pachnące,

mięs półmiski, jajami przybrane,

rzucę wszystko, by zdążyć na koncert -

ptasich chórów wiosenne śpiewanie…

 

A ten koncert to w lesie, na łąkach,

pod sklepieniem niebieskiej kopuły,

nad jeziorem, gdzie wietrzyk się błąka,

brzozy głaszcząc powiewem swym czułym…

 

Klęczą brzozy w nabożnym skupieniu,

- w każdej drzemie księżniczka zaklęta -

i oddają hołd Panu Stworzenia.

Chyba jednak wyjadę na Święta…

 

 


10:43, hallski
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 02 kwietnia 2012

W starym domu pod klonami na Lipowej

skrzypią schody i świerszcz grywa za kominem,

nikłym blaskiem lampy świecą w krąg naftowe,

na poddaszu śpią gąsiory z zacnym winem…

 

W starym domu na Lipowej pod klonami,

błądzą szepty i westchnienia zapomniane

dam z portretów, o spojrzeniach jak aksamit,

których dzisiaj nie wysłucha już kochanek…

 

Na Lipowej pod klonami w domu starym,

w przedpokojach stoją szafy lawendowe,

wiszą w nich zalotno-zwiewne peniuary,

przytulając się do gorsów smokingowych…

 

A na strychu stoją kufry zakurzone,

co w nich znajdziesz, trudno wprost zachodzić w głowę,

jakie rzeczy wciąż się kryją utajone, 

w starym domu pod klonami na Lipowej…

 


18:36, hallski
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 25 marca 2012

Jest zaułek, istny cud, na Starym Mieście,

dziś bez nazwy, dawniej - Wedla czy Moliera,

by tam trafić, trzeba znać tajemne przejście

przez podcienia i pasaże, puste teraz…

 

Niegdyś gwarny wrzawą kramów i kwiaciarek,

zdobny w Julie, czekające na balkonach,

gdzie dorożki wiozły pary zakochane,

aby noc je mogła przyjąć w swe ramiona…

 

A wraz z nocą zapalały się latarnie,

i w rzucanym przez nie w krąg gazowym blasku,

ożywały małe bistra i kawiarnie,

które nastrój nadawały swemu miastu…

 

Opustoszał dziś zaułek i podcienia,

życie toczy się gdzieś obok jak szalone,

tylko nocą świecą - jakby od niechcenia,      

trzy latarnie, różdżką wróżki zapalone…

 

    


14:27, hallski
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 18 marca 2012

Jeszcze przed wyjściem poprawi ci krawat,

gdy wrócisz spyta jak zwykle, co w pracy,

chociaż jej myśli przy innych są sprawach,

i teraz dla niej niewiele już znaczysz…

 

Te pocałunki, jakby roztargnione,

wyraz współczucia w przelotnym spojrzeniu,

niechybnie znaczą, że bliski już koniec,

a ty - niestety - nie możesz nic zmienić…

 

Kiedy kobieta pokocha innego,

trzeba po prostu pozwolić jej odejść,

więc zamiast pytać bez końca dlaczego,

warto zawczasu pomyśleć o sobie…

 

10:02, hallski
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 23 stycznia 2012


Jest wciąż małe bistro przy Placu Pigalle,
w dzielnicy paryskiej bohemy,
gdzie bywał Lautrec i zaglądał Chagall,
jak było z Utrillo, nie wiemy…

Nie żyłem w tych czasach, a szkoda, bo dziś
nie trawiłby mnie grzech zawiści,
wszak wtedy właściwie mógł każdy tam iść
na pernod, jak impresjoniści…

Już jednak nie wpadnie Henri de Tolouse,
choć duch Jego błądzi w pobliżu,
w butelce z pernod smutne dno widać już,
czas kończyć wizytę w Paryżu…

O Placu Pigalle mówię rzadko, to fakt,
by nie być natrętnie pytany,
czy przyznam, że mają niezwykły wprost smak,    
te ponoć najlepsze kasztany…

 


 
21:53, hallski
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 01 stycznia 2012

Głupio przyznać, lecz zgubiłem gdzieś mą wenę…

Sytuacja jest o tyle nieciekawa,

że dziś właśnie jest potrzebna mi szalenie,

prawie jak koszuli wizytowej - krawat…

 

Rzecz jest w tym, iż w dniach najbliższych mam spotkanie

z kimś, kto niegdyś znaczył dla mnie bardzo wiele

i kto oczy ma zielone, roześmiane,

a wart więcej jest, niż duży w banku przelew…

 

Temu komuś chciałbym wierszyk podarować,

bo zasłużył nań, jak chyba nikt na świecie,

ale właśnie trudno mi odnaleźć słowa,

bo ta wena nagle mnie odbiegła przecież…

 

Jak więc powiem jej, kim kiedyś była dla mnie,

oraz, że jest ciągle punktem odniesienia?

Można prozą, ale co z tego zostanie…

Wiersz to wiersz, chociaż nie każdy to docenia…

 

 

 

 

03:46, hallski
Link Komentarze (1) »
sobota, 31 grudnia 2011

Twoje usta miały świeży smak poziomek,

czasu szmat, a ja pamiętam to do dziś.

I te oczy, przeogromne i zielone,

mógłbym wtedy na kraj świata dla nich iść…

 

Byłaś w białej, prostej bluzce, jak to w lecie,

pod tą bluzką - zawrót głowy, boskie sny,

które wkrótce już musiały gdzieś ulecieć,

jak ta miłość wakacyjna. C’est la vie…

 

Życie przeszło jakoś tak niepostrzeżenie,

było w nim niewiele zysków, więcej strat,

a ja trwam, na przekór trochę, z tym wspomnieniem

o poziomkach i dziewczynie z tamtych lat…  

 

 

13:39, hallski
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 18 grudnia 2011


Czasem zdarza się, gdy zajrzę do szuflady

w starym biurku, zapomnianym na poddaszu,

lub w komodzie, gdzieś upchniętej w głąb mansardy,  

że odkrywam różne skarby z dawnych czasów…

 

Dla mnie skarby, to nie brosze, bransolety,

ni prababki posagowe srebra stare,

dawno zresztą przehulane już niestety,

jak pradziadka złote spinki i zegarek…

 

Szukam śladów buduarów i salonów,

utrwalonych w czerni-bieli albo w sepii,  

czy w refrenie zdartej płyty z Odeonu,

co do dzisiaj nie potrafił się odczepić…

 

Wczoraj zaś znalazłem całkiem niespodzianie

kilka kartek, uronionych ze sztambucha

młodej panny, przeznaczonych tylko dla niej.

Napisanych, bo szept mógłby ktoś podsłuchać…

 

 

18:15, hallski
Link Dodaj komentarz »
środa, 30 listopada 2011


Piszę wierszyk w herbaciarni „Pod Wachlarzem”,

zanurzony w orientalnych aromatach.

Nie dociera tutaj zgiełk bieżących zdarzeń,

jak tu wejdziesz, blakną sprawy tego świata…

 

Cicho sączy się flamenco synkopami,

cienie w koło się skradają niby koty,

przestrzeń mięknie i otula cię w aksamit,

rymy słodko odurzają, jak narkotyk…

 

I dlatego dziś musiałem znów wyruszyć

na spotkanie z moją Muzą, która właśnie

w herbaciarni „Pod Wachlarzem” weną prószy,

póki księżyc, nocny tułacz, nie zagaśnie…   

18:31, hallski
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 26
| < Maj 2012 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31